O nagrywaniu można by niejedną książkę napisać, a nawet studia na ten temat skończyć. I jeszcze napiszemy, może nie książkę, ale kilka notek z pewnością. Na razie, ponieważ kolejny konkurs na filmik się zbliża - oto pigułka informacji na zupełny początek. Tyle, żeby podstawowych błędów uniknąć, pieniędzy na razie nie wydawać, ale nie mieć wymówki, że się nic nie nagrało tym razem.

Po pierwsze - software

Krótka piłka - Audacity. Jasne, jest mnóstwo lepszych, nawet spośród darmowych. Ale ten programik jest najpopularniejszy, jest prosty w obsłudze, jest za darmo i działa na wszystkim. Więc na początek lepiej nie wybrzydzać, tylko ściągać.

Jest ważne, żeby nie nagrywać oprogramowaniem do tego nie przeznaczonym, na przykład dostarczanym z kamerkami internetowymi. Taki software może bez waszej wiedzy przetwarzać i kompresować dźwięk, poprawiając zrozumiałość mowy, ale zniekształcając wszystko inne.

Po drugie - mikrofon

Te komputerowe (elektretowe) to ostateczność. Zanim spróbujecie na takim, rozejrzyjcie się za substytutem (zakładam, że póki co nie inwestujemy).

Poszukajcie na przykład starej kamery wideo, bywa, że nagrywają całkiem niezły dźwięk. Rzadziej zdarza się to aparatom cyfrowym, choć swego czasu nagrywałem z niezłym rezultatem na lustrzance Nikona. A może znajdziecie w piwnicy starego kaseciaka z mikrofonem Unitry - to wbrew pozorom zupełnie dobre rozwiązanie. Całkiem przyzwoicie działają niektóre dyktafony. Częściej sprawdza się tutaj, wbrew pozorom, sprzęt stary i analogowy.

Od razu zastrzegam, żeby nie przyszło wam do głowy polecieć do marketu po mikrofon za "99,99 zł". Nawet gdyby był to przyzwoity sprzęt, to i tak bez przedwzmacniacza niewiele wam da, a i pewnie bez wymiany karty dźwiękowej się nie obejdzie. Tak więc - jeśli już zakupy, to z głową, czyli z sensownie zaplanowanym całym nowym torem audio. Na to niestety 99,99 zł nie wystarczy. O tym, ile wystarczy i na co to wydać, napiszę innym razem

Po trzecie - podłączenie

Na karcie dźwiękowej mamy zwykle dwie możliwości - wejście mikrofonowe lub liniowe.

Wejście liniowe przystosowane jest do standardowego poziomu sygnału. Podłączamy więc do niego wszystko to, co wychodzi ze wzmacniacza, odtwarzacza MP3 i tym podobnych urządzeń. Również porządny mikrofon podłączony jak należy, czyli za pośrednictwem preampa. Sam mikrofon natomiast ma sygnał zbyt słaby.

Wejścia mikrofonowego często lepiej w ogóle nie ruszać, nie jest przystosowane do nagrywania dźwięku z czegokolwiek innego niż mikrofon komputerowy. A nawet w tym przypadku teoria sobie, a praktyka sobie. Niektóre karty mają w ogóle tylko jedno wejście. Niektóre mikrofony z tajemniczych powodów dają się nagrać i brzmią lepiej na liniowym. Niektóre nie brzmią w ogóle... jedyne wyjście, to sprawdzić samemu. Prawdopodobnie wybór będzie taki - na wejściu liniowym zdecydowanie za cicho, na mikrofonowym głośno, ale ze zniekształceniami.

Po czwarte - ustawienie

Ma to ogromny wpływ na barwę dźwięku, więc trzeba trochę poeksperymentować. Standardowe ustawienie to kilkanaście centymetrów od instrumentu. Mikrofon kierujemy mniej więcej w miejsce, gdzie kończy się podstrunica, ale nie dokładnie na otwór pudła. Im bliżej instrumentu, a także im bliżej otworu, tym bardziej uwypuklone będą niskie częstotliwości - dźwięk będzie dudniący. Im dalej od pudła, tym dźwięk bardziej zrównoważony, ale i cichszy. Łapiemy wtedy również więcej niechcianych odgłosów otoczenia, większy wpływ więc będzie miała akustyka pokoju.

Generalnie nie ma tutaj "właściwych" ustawień, są różne. Sami musicie sprawdzić, jaka barwa nagrywanego dźwięku wam odpowiada.

Po piąte - poziom głośności

Wbrew pozorom, pole manewru jest dość wąskie. Jeżeli ustawimy za cicho, stosunek sygnału do szumu będzie zbyt mały. Da się nagranie odszumić cyfrowo, ale powoduje to dodatkowe zniekształcenia.

Jeżeli natomiast ustawimy za głośno, to niektóre fragmenty - mocno uderzone akordy, głośniej zaśpiewane słowa, będą po prostu za głośne i zostaną "obcięte" - nie ściszone, tylko nieodwracalnie zniekształcone, i nic z tym się już nie da zrobić.

Ustawiamy więc głośność nagrywania znacznie poniżej standardowej. Nagrywamy głośną próbkę, łojąc kilka akordów zakończonych potężnym "oh yeeeah". Jeśli nie brzmią jak głos Robocopa, powinno być ok.

Z drugiej strony - jest całkiem prawdopodobne, że będzie dla odmiany za cicho - trzeba będzie mocno podkręcić głośność, żeby coś usłyszeć, a wówczas bardzo słyszalne będzie szumienie w tle. Mimo wszystko, lepiej za cicho, niż za głośno. Jeżeli mamy mikrofon, ale brakuje nam przedwzmacniacza, to będziemy mieli z tym problem - sygnał może być tak słaby, że w ogóle nie nadający się do użytku.

Możemy łatwo sprawdzić, czy głośność jest ustawiona optymalnie, oglądając wykres nagranego dźwięku w Audacity. Jeśli przesadziliśmy, górna część fali będzie dotykać krawędzi i zostanie obcięta. Jeśli jest za cicho, to fala będzie ledwo wystawać ponad kreskę nagranej ciszy, oznaczającej poziom szumów.

Po szóste - synchronizacja

Latencja audio to opóźnienie potrzebne komputerowi na cyfrowe przetwarzanie sygnału. Na słabym lub źle skonfigurowanym sprzęcie może spowodować, że nagrana ścieżka zupełnie rozminie się w czasie z wcześniej nagranym podkładem. Ponieważ z definicji zaczynamy od takiego sprzętu, najprawdopodobniej walka z latencją nas nie ominie i ustawienie każdej ścieżki trzeba będzie ręcznie poprawiać.

Dlatego przed nagraniem ścieżki robimy rozbiegówkę, a na niej standardowe "trzy-czte-ryyy" i klaśnięcie w dłonie - taki krótki, głośny dźwięk będzie wyraźnie widoczny na wykresie i pozwoli łatwo zsynchronizować ślady ze sobą. Również przy montażu dźwięku z obrazem bardzo nam to ułatwi życie.

Znając aktualną latencję możemy ustawić w Audacity automatyczną kompensację - po prostu przesuwanie ścieżek z góry o ustawioną liczbę milisekund. Trochę pomaga...

Po siódme - nagrywamy!

Na początek - uważajcie na popularny błąd - nagrywanie w stereo. W Audacity to domyślny format ścieżki, ale w naszym przypadku to nie ma żadnego uzasadnienia - mamy najprawdopodobniej jeden mikrofon, który jest urządzeniem monofonicznym. Po co nagrywać na dwóch kanałach to samo?

Jeżeli piosenka ma równe tempo, skorzystajcie z metronomu. Precyzyjna gra nie jest taka prosta, ale bardzo ułatwi potem życie przy dogrywaniu kolejnych instrumentów, a i przyda się do grania na żywo z innymi. Przy samym nagrywaniu można natomiast ustawić sobie tempo nagrania w edytorze, dzięki czemu zyskamy praktyczną siatkę z podziałem na takty. Bardzo ułatwi to późniejsze cięcie i mieszanie fragmentów, zamiast pracowicie synchronizować przesunięcia "na słuch" będzie można po prostu dociągnąć je do siatki.

I pamiętajcie o złotej zasadzie - lepiej spędzić dziesięć godzin na ćwiczeniu partii i godzinkę na nagraniu i drobnych korektach, niż odwrotnie. Software może dużo, ale zawsze ostatecznie lepiej dobrze nagrać, niż poprawiać.

Po ósme - miks i efekty

Oczywistości to odpowiednie dobranie poziomów głośności poszczególnych ścieżek. Oprócz tego, może was głowa rozboleć od dostępnych w Audacity wtyczek do przetwarzania dźwięku. Większości z nich proponuję jednak nie dotykać, a reszty nie nadużywać.

Z czego warto skorzystać? Na pewno z kompresora - wyrówna nam trochę poziomy głośności. Z pogłosu - oszczędnie! Pogłos na pierwszy rzut ucha brzmi niemal zawsze dobrze, więc bywa tragicznie nadużywany. Z odszumiacza, jeśli mamy problem z za cichym nagraniem. Z korektora - tu już zupełnie wedle uznania, ale zwykle warto w ukulele podbić nieco górę pasma. Z filtru górnoprzepustowego - ukulele basu nie ma, więc wszystkie niskie częstotliwości można wyciąć, pozbawiając ścieżkę niechcianych dudnień i niskich odgłosów otoczenia.

Niestety, używanie tych narzędzi trywialne nie jest, ale warto zagłębić się w temat. Tym niemniej, jeśli mamy wątpliwości, co robimy, to często lepiej zostawić ścieżkę w spokoju. Szczególnie wokal - ucho człowieka jest bardzo wrażliwe na wszelkie nienaturalne brzmienia w ludzkim głosie. Lepiej przy nim nie majstrować. I zapisywać kopie - Audacity nie nakłada efektów w czasie rzeczywistym, tylko zmienia fizycznie pliki na dysku, więc szkoda by było coś zmarnować.

I na koniec - pierwsza pomoc. "Ratunku, mój filmik brzmi jak..."

  • "przepuszczony przez przester od gitary elektrycznej" - to jest właśnie przycięcie sygnału zbyt silnego jak na możliwości rejestracji. Plik zasadniczo do wyrzucenia, nagrywamy nowy. Ciszej.
  • "jakieś prawie niesłyszalne buczenie" - nagrany za cicho, ale przy braku przedwzmacniacza może nie dać się głośniej. Można ewentualnie spróbować go wzmocnić i odszumić.
  • "jak robot z filmu SF klasy Ż, lub jak rozmowa przez telefon" - prawdopodobnie wynik złego przetwarzania. Mogłeś zrobić to sam nadmiernymi i nieumiejętnymi zabiegami w obróbce dźwięku, ale być może jest to wynik automatycznego działania programu, którym rejestrujesz. Sprawdź też format zapisu, empetrójki ze zbyt mocną kompresją mogą brzmieć paskudnie.
  • "z takim huczącym pogłosem, jakbym grał w drewnianej beczce" Pokombinuj z ustawieniem, jak i miejscem do nagrywania - akustyka pokoju może być dość nieprzewidywalna. Prawdopodobnie wystarczy skierować mikrofon w inne miejsce lub odsunąć od pudła. Może też pomóc filtr lub korektor na niskie częstotliwości.
  • "jak jedna wielka kakofonia" - jeśli poszczególne ścieżki "wchodzą sobie w drogę" zamiast się uzupełniać, to problem może być w samym materiale. Najprostsze wyjaśnienie - zagraliście nierówno (ekhm.. metronom!). Albo harmonia szwankuje (czyli po polsku: złe chwyty łapiecie). Jeśli wszystko w porządku z materiałem, to można zaryzykować interwencję korektorem i zrobić "miejsce" dla instrumentów. Na przykład - ukulele z gitarą. W ścieżce gitary wycinamy górne częstotliwości, zostawiając basy i średnicę. Dla ukulele robimy odwrotnie, i już każdy instrument ma swoje własne miejsce w całości, zamiast konkurować o dominację w tym samym paśmie.

Idźcie i nagrywajcie wszyscy!

Nic z powyższego nie wyczerpuje tematu, a i bez inwestycji w sprzęt i lat doświadczeń nie zbliżymy się nawet do profesjonalnego brzmienia. Tylko, w zasadzie, to co z tego. Nagrywanie w naszym przypadku to przede wszystkim zabawa, a nie zawód. Więc nie przejmujcie się brakiem studyjnego sprzętu i po prostu nagrywajcie muzykę. Wymiana nagrań to taki nasz internetowy substytut spotkań i wspólnego grania. Warto go kultywować nie przejmując się zbytnio niedoskonałościami technicznymi.