Mimo dość sceptycznego nastawienia do Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, które wkrótce mają się odbyć w naszym kraju, niepostrzeżenie uległam EUROmanii. Okazuje się bowiem, że są spore szanse, by oficjalnym przebojem reprezentacji Polski była piosenka "Najlepsze" w wykonaniu przemyskiego zespołu Eden Express, oczywiście z ukulele w składzie.

Trudno przegapić taką okazję. W oczekiwaniu na wyniki plebiscytu oraz koncert finałowy, który ma odbyć się 2 maja na warszawskim Podzamczu (transmisja na TVP1) przedstawiam wywiad z liderem grupy - Jakubem Prachowskim, który oprócz tego, że śpiewa i gra na gitarze, wykorzystuje w swojej twórczości ukulele.

L.M.: Śpiewasz, grasz na gitarze i ukulele. O ile te pierwsze zajęcia są dość popularne, ukulele już takie nie jest. Opowiedz, jak to było, skąd ukulele znalazło się w Twoich rękach.

J.P.: Po pierwsze, małe jest piękne... Od kiedy wziąłem do ręki gitarę (mniej więcej 12 rok życia) przez kolejnych 10 lat wiedziałem o tym, że coś takiego jak ukulele istnieje, ale z jakiegoś powodu nie miałem śmiałości do tego “wynalazku”, aż przy okazji spaceru w Richmond w Londynie, gdzie mieszkałem przez jakiś czas, zobaczyłem na wystawie małego sklepu z instrumentami taką właśnie “małą gitarkę”. Od razu przekroczyłem próg sklepu i gdy sprzedawca zagrał dość niechlujnie trzy akordy, pomimo tego, że nie wiedziałem wtedy o technice gry najzwyczajniej nic, po prostu nie mogłem bez niego wyjść i bez namysłu je kupiłem. Drugim powodem było to, że nie miałem tam gitary, a uku można zawsze łatwiej samolotem przetransportować niż gitarę. To był akurat sopranowy OZARK za 10 albo 20 funtów, choć nie wiem czy był to oryginalny wyrób tej firmy, bo jego jakość jest okropna. Mam je do dziś zresztą, i bez wyrzutów pozwalam grać na nim moim dzieciom.

L.M.: Czy ukulele dominuje w Twojej twórczości, czy jest raczej instrumentem okazjonalnym?

J.P: Nie dominuje, choć pojawia się na tyle często, na ile wymaga tego piosenka. Ukulele, pomimo swych oczywistych podobieństw do gitary, jest zdecydowanie odmiennym instrumentem i piosenki, które rodzą się przy akompaniamencie ukulele mają najczęściej nieco inną harmonię i progresję. Ma też uku inną moc na scenie, daję inną energię, oraz świetnie wygląda. Jeśli tylko czuję, że piosenka zyska gdy włączy się do niej ukulele, przeważnie tak już zostaje, i zawsze jest to trafiony wybór. W drugą stronę już nie zawsze to działa, bo gitara buduje inny klimat.

L.M.: Czy cierpisz na tzw. UAS, czyli syndrom uzależnienia od zakupu nowych modeli ukulele? Masz jakieś ulubione marki, preferujesz sopran, tenor, czy może baryton (widziałam też na jakimś zdjęciu 8-strunowe ukulele)?

J.P.: Jasne, każdy ma to w sobie, choć jednym ujawnia się bardziej, a innym mniej. Ogranicza mnie budżet, a właściwie jego brak, i pewnie miałbym całą ścianę instrumentów, gdyby nie to. Zdecydowanie więcej mam gitar, bo siedem, a ukuów tylko trzy. Polska jest trudnym miejscem, by dostać ładnie strojący instrument, a intonacja to chyba największy problem ukulele.

Lanikai, o którym wspomniałaś, jest super - link. Polecam gorąco, choć ja sam gram na czterech strunach z ośmiu. Mam też akacjowego soprana KALA , ma otwarte brzmienie, które bardzo lubię i którego nie osiągnie się w przypadku np. mahoniowych instrumentów.

Jeśli będę miał okazję ulokować znów parę groszy w instrumentach, myślę, że następnym zakupem będzie coś w stylu Fender Ukulele Pa'ina (jest choćby w instrumentarium zespołu TRAIN) albo jakiś model z litego drewna, choćby firmy Lanikai. Nie skusiłbym się dziś na nic innego niż lite drewno.

Jeśli chodzi o modele (rozmiary) to najczęściej w muzyce rozrywkowej widuję tenory i lubię ich brzmienie, ale większą magię mają modele koncertowe lub sopranowe (link).

L.M.: Moi dotychczasowi rozmówcy, zajmujący się muzyką zawodowo przyznali, że nie śledzą dokonań innych, nie mają swoich ulubionych wykonawców. Czy potwierdzisz tę regułę? Czy interesuje Cię światowy nurt ukulele, czy raczej nie?

J.P.: Ogromnie lubię gdy się pojawia coś nowego z ukulele, które przeżywa od jakiegoś czasu renesans, ale żeby śledzić co się dzieje w tym nurcie trzeba by mieć najzwyczajniej wolne kilka godzin dziennie. Tak czy siak, zawsze jest dreszcz emocji i ciekawość, na czym ten ktoś gra i jaka to piosenka, co w sobie ma ciekawego, itp... ale jeśli chodzi o samo śledzenie historii uke, jeśli ktoś interesuje się tym instrumentem, warto zacząć od początków, czyli np. G. Formby-ego (link), który w pewien sposób jest ikoną ukulele i dla wielu wzorem wykonawstwa (link ).

Warto wspomnieć, że w Polsce wielu artystów sięga obecnie po ukulele. Małe rozmiary tego instrumentu czasem zdają się wmawiać ludziom, że to zabawka, ale przecież tak nie jest, i to zaczyna być widać u nas na scenie.

L.M.: Co sądzisz na temat amatorskiego ruchu ukulele w Polsce? Jesteś członkiem grupy Polish Ukulele od dawna, ale czy interesuje Cię nasza działalność?

J.P.: Jasne, zawsze śledzę posty i terminy spotkań, a to, że jest tu tyle osób, to powód do dumy! To, że ktoś chwyta w dłoń ukulele, lub jakikolwiek inny instrument, to w dzisiejszych czasach fantastyczna rzecz, bo człowiek się rozwija, a tego rozwoju u nas jakby mało - każdy chciałby iść po najmniejszej linii oporu, i często ma gdzieś osobisty rozwój, a muzyka i instrumenty potrafią uduchowić, albo nawet znaleźć żonę lub męża.

Taka grupa jak POLISH UKULELE to dodatkowa motywacja i wymiana spostrzeżeń. No i zawsze można kogoś podpytać o parę spraw czy zasięgnąć rady, a zauważ, że obecnie mało komu chce się innym pomagać. Trzeba się nieco natrudzić by dotrzeć do ludzi szczerych, aktywnych i chętnych, a tu jest to bardzo ułatwione. Uważam, że to świetna sprawa, choć żałuję, że mam tak mało czasu, by się bardziej zaangażować.

L.M.: Festiwal Top Trendy 2011, Radiowa Trójka, Serial 39 i pół, reklama paczkomatów, teraz hit na Euro. Istniejecie już na polskim rynku muzycznym jakiś czas. Czy gracie dużo koncertów, jak Wasze plany wydawnicze?

J.P.: Ten, kto ma zespół lub w jakimś się udziela, widzi pewnie, że rok w życiu grupy to jak pstryknięcie palcem - czasem nic nawet nie zmienia. Dojście do momentu, w którym w grze zespołu słyszy się dokładnie to, co chce się usłyszeć, może zająć bardzo długo, albo nawet nigdy nie nadejść. Ogromnie ważny jest przecież dobór muzyków, którzy rozumieją w jakim kierunku muzycznym warto pójść, a gdy tego nie ma, to zespół ma raczej słabe szanse na przetrwanie.

Wprawdzie jeszcze nie ma debiutanckiej płyty Eden Express, ale jest to właśnie spowodowane tym, że wymaga to czasu i tego, by piosenki (oraz sami muzycy do swojej własnej muzyki) dojrzały. Teraz dopiero, po dziesiątkach demówek, nagrywamy pierwszą płytę, bo mamy w końcu świetny skład, który się rozumie i potrafi wyczarować fajne dźwięki. Trzymajcie kciuki, że płyta pojawi się szybko i będzie udana!

L.M.: Jesteście jednym z 25 zespołów (spośród ponad 100), które walczą w konkursie na oficjalny przebój Reprezentacji Polski. Jak oceniasz Wasze szanse?

J.P.: Wolę nie oceniać. Jest w konkursie dużo znanych nazwisk, które mają ugruntowaną pozycję i przez to pewnie większe szanse, ale liczę na to, że najważniejszym kryterium wyboru będzie najzwyczajniej piosenka i to czy jest dobra. Chciałbym miło się zaskoczyć tym, że nasza piosenka NAJLEPSZE zostanie doceniona jeśli znajdzie się w finałowej 10, a wtedy na bank pojawię się z ukulele na ekranie!!

Dziękuje za rozmowę i zapraszam do GŁOSOWANIA na piosenkę " NAJLEPSZE" (głosy można oddawać codziennie do 27 kwietnia). Przypominam też o koncercie finałowym 2 maja w TVP1.

Kibicujmy, aby ukulele zagrało na EURO2012!