Nie płynie na fali popularności, lecz po prostu robi swoje, a ludziom najwyraźniej się to podoba. Mnogość i różnorodność projektów, w których bierze udział zadziwia: od tych dużych, nadających się „do telewizora”, po bardziej niszowe, idealnie wpisujące się w klimat kameralnych sal klubowych. Pianistka, wokalistka, autorka tekstów, lecz również miłośniczka czterech strun. To miłe, iż mimo komercyjnego sukcesu i z pewnością mocno napiętego grafiku znalazła czas by porozmawiać chwilę o ukulele. Panie i panowie poniżej kolejny mini-wywiad z serii „Ukulele w dobrych rękach”. Zapraszam do lektury.

L.M.: Mimo, iż nie jest to portal o modzie i urodzie, na początek chciałabym zapytać o Twojego fryzjera. To od niego dostałaś pierwsze ukulele?

G.K.: Nie tyle dostałam, co kupiłam. To bardzo dobry fryzjer, którego poznałam przez znajomych muzyków, a zarazem entuzjasta Beirutu. Jeśli dobrze pamiętam, szykował się do kupna lepszego instrumentu i mnie sprzedał taki prostszy, bardziej podstawowy.

L.M.: Spore zainteresowanie wzbudził Twój ostatni występ w telewizji śniadaniowej i wypowiedź na temat ukulele. Czy miałaś świadomość , że każdy Twój ukulelowy krok śledzi spora grupa osób mocno zainteresowana tematem?

G.K.: Nie, i trochę byłam zaskoczona wielką powagą z jaką potraktowali moje żarty z instrumentu. Dla mnie ukulele jest tożsame z pewnym dystansem do siebie i swoich umiejętności, szczególnie jako osoby która zwykle gra na czymś co w oryginale waży 250 kilo. Ukulele to bardzo szczęśliwy instrument.

L.M.: Twoja prawdziwa miłość to fortepian, choć z tego co obserwuję z ukulele zaprzyjaźniłaś się już na stałe. Możesz je w każdej chwili wziąć do ręki i nagrać spontanicznie taki kawałek jak: "I don't know" z repertuaru Beastie Boys? Czy ukulele pomaga również w komponowaniu własnych piosenek?

G. K.: Jeszcze nie przekroczyłam tego progu po którym moje piosenki (od lat formowane przy klawiaturze) kiełkują w formacie ukulelowym, ale myślę, że to kwestia najbliższych paru miesięcy. Mam już 2-3 zalążki CZEGOŚ ale nie jest to bardzo dobre. Jestem słabym ukulelowcem i mocno ograniczonym.

L.M.: Polish Ukulele to grupa, której sporą część rozmów stanowią recenzję poszczególnych modeli. Twoje pierwsze ukulele to sopranowy tennessee, który oddałaś na rzecz aukcji charytatywnej prowadzonej w radiowej „Trójce”. Na jakim modelu grasz teraz?

G.K.: Teraz mam klonowego lanikaia.

L.M.: Na koncercie w Pradze miałaś okazję zagrać zaśpiewać wspólnie z Amandą Palmer - amerykańską piosenkarką, pianistką, lecz również ukulelistką. Jak wrażenia?

G.K.: Kocham Amandę. Na tym koncercie jednak najlepiej sprawdziłam się w roli operatora kukiełki słonia. To wielki powód do dumy i alternatywna ścieżka kariery na przyszłość.

tutaj znajdziecie wywiad, w którym Amanda zdradza jak doszło do spotkania obu artystek na wspólnej scenie

L.M.: Tworzysz i wykonujesz muzykę bardzo różnorodną. Czy w swoich poszukiwaniach trafiłaś na jakiegoś artystę/płytę ukulele, którą mogłabyś polecić?

G.K.: George Harrison woził ze sobą zawsze 2 ukulele, żeby w razie zniszczenia jednego mieć drugie. Lubię tę historię. Ale nie znam ogromnej ilości nagrań ukulele - bardzo dobre Tune-Yards na którym ukulele nie brzmi jak ukulele. Oczywiście nagrania Amandy. Ale nie powiem, że poświęciłam dużo czasu na poszukiwania - natomiast gdy słyszę ukulele od razu robi mi się miło.

Dziękuję za rozmowę.

Oficjalna strona artystki: http://gabakulka.com/