Mamy pewne pretensje do Ukulele Mike'a, że zaproponował termin święta w tak niefortunny pogodowo miesiąc, ale na szczęście nam w niczym to nie przeszkodziło. Z okazji trzeciego Światowego Dnia Ukulele nie tylko udało się nam poświętować, po raz szósty już spotkać w ogólnopolskim gronie ukistów z Polish Ukulele i świetnie się bawić, ale także: spełnić dobry uczynek, popracować organicznie w gronie perspektywicznych młodych muzyków i zapewnić Monice możliwość legalnego grania na uke w pracy.

Część oficjalna...

Dzięki Lee Monce - opiekunce świetlicy w Bukownie, która nas ugościła, impreza miała prawdziwie świąteczną oprawę - od przygotowanych wspólnie z dziećmi dekoracji, aż po pierniczki w muzycznych kształtach. Oprócz lokalnych dzieciaków, na imprezie zjawili się starsi mieszkańcy Bukowna, "czynniki oficjalne", a nawet nieoczekiwani goście z Czech. Warsztaty z Maiskim

Monika profesjonalnie zagajała, ja starałem się nie przynudzać zbytnio opowiadając o historii instrumentu i prezentując znaną piosenkę o zmutowanym chomiku, Maiski opowiedział o budowie i rodzajach uke. Kluczowym punktem programu była poprowadzona na żywo lekcja, gdzie wszyscy zainteresowani po krótkim instruktażu zagrali wspólnie swoją pierwszą piosenkę.

Przekazaliśmy też świetlicy pięć nowiutkich instrumentów i kilka używanych (o zbiórce na ten cel możecie przeczytać tutaj - zakończyła się pełnym sukcesem). Dzięki temu lokalne dzieciaki pod czujnym okiem Lee Monki będą mogły rozwijać swoje muzyczne zainteresowania. Mam nadzieję, że umożliwiliśmy właśnie przyszły rozkwit talentu jakiegoś polskiego Jamesa Hilla.

A oto relacja Maiskiego.

...i część tradycyjna!

Po opuszczeniu świetlicy przez dzieciaki impreza potoczyła się już według sprawdzonego scenariusza spotkań Polish Ukulele - czyli gramy do rana! Bogaty materiał dowodowy w postaci nagrań będzie się pewnie sukcesywnie pojawiał przez najbliższe dni, w miarę postępującej obróbki, podobnie jak zdjęcia. W każdym razie - jak zwykle bawiliśmy się świetnie.

Ukulele = banan na twarzy!

Trzy lata istnienia grupy to cała epoka w historii polskiego uke. Jako reprezentant "twardego rdzenia" na kolejne spotkania jeżdżę już nie tylko, by pograć, ale przede wszystkim spotkać starych znajomych, których poznałem w czasie, gdy osób na grupie było kilkanaście, nie kilkaset. Ale za każdym razem poznaję nowych, świetnych ludzi przy tej okazji. I oby tak dalej - mamy entuzjazm, mamy plany, rozsiewamy pozytywne zakręcenie na punkcie ukulele po całym kraju, i wciąż świetnie się przy tym bawimy.

Jeśli tym razem jeszcze was z nami nie było, to jestem pewien, że dołączycie do nas na kolejnym spotkaniu. Lub jeszcze później - bo co się odwlecze... Ukulele dopadnie każdego. Złapie i nie puści.

Ukulele = banan na twarzy!

Jest 4 lutego 2013. Polish Ukulele liczy 558 osób.