W bardziej uświadomionych ukulelowo krajach popularną zabawą jest internetowy "collab", czyli wspólne nagranie mieszkających nieraz bardzo daleko od siebie ukulelistów. Szczerze polecam, bo to i nagrać coś podwójnie fajnego można, i poznać się lepiej przy okazji. A że dostałem ostatnio zapytanie, jak to się technicznie robi - oto kilka słów, jak się do tego zabrać. I przypomnę też, że w najbliższym konkursie duety są dodatkowo punktowane...

1. Koncepcja

Youtube collab

Oceńcie wpierw realnie swoje możliwości wokalne i instrumentalne i zdecydujcie, kto za jaką partię odpowiada. W najprostszej wersji śpiewamy i gramy razem. W przypadku śpiewu to dobry pomysł, dwa wokale w chórku zwykle brzmią fajnie, nawet jeśli uczestnikom daleko do statusu wyszkolonego wokalisty. Natomiast urozmaicenie brzmi ciekawiej - można się zamieniać, odpowiadać sobie nawzajem, śpiewać chórki na przemian z partiami solo... Multum możliwości.

Trochę inna sprawa jest natomiast z ukulele. Tutaj dwa instrumenty grające to samo niekoniecznie są atrakcyjniejsze, niż jeden, natomiast rodzą sporo problemów z precyzyjnym ich zgraniem w jeden "głos".

Dlatego polecam raczej rozpisanie ukulele na różne partie. Jak to zrobić najprościej? Grajek mniej wyrobiony nagrywa akordy - będzie ukulele "rytmicznym". Grajek lepiej radzący sobie solo dogrywa uke "prowadzące". Nie tylko solówki pomiędzy partiami wokalu - dobrze dobrane plumkanie na pojedynczych strunach fajnie dopełni się z akordami.

Inny pomysł - zbadajcie na stronach z akordami alternatywne ich wersje, najczęściej wyższe. Zagranie drugiej partii ukulele na alternatywnych akordach wzbogaci brzmienie.

Rytm drugiego ukulele może też być sporo oszczędniejszy, możemy w zasadzie grać tylko pojedyncze riffy w odpowiednio dobranych momentach. To zresztą ogólna zasada muzyczna - często lepiej mniej, niż więcej.

Dobra aranżacja na wiele instrumentów to prawdziwa sztuka. Eksperymentując, zastanówcie się zawsze, jaki efekt chcecie osiągnąć dzięki użyciu kilku ukulele. Czy mają się wspierać i wzmacniać wzajemnie? Kontrastować czy uzupełniać? Prowadzić muzyczną rozmowę? A może kłótnię, czy rywalizację o uwagę słuchacza? Każdy z tych efektów jest muzycznie ciekawy, ale każdy wymaga innego podejścia.

2. Plan

Na żywo można się zgrać w locie, i jeśli tylko grający słuchają się wzajemnie, to piosenka jakoś tak sama wychodzi. Ale przy nagrywaniu na odległość bez odrobiny planowania się nie obejdzie.

Co trzeba zrobić? Bierzemy kartkę i rozpisujemy. Bardzo dokładnie, nie w skrócony sposób występujący w śpiewnikach. Jeśli znamy notację muzyczną, to takt po takcie... a jeśli nie, to też, tylko nie wiedząc nawet, że to robimy.

Wasza piosenka na pewno da się "policzyć". Zagrajcie zwrotkę i refren, licząc sobie pod nosem "rrraz dwa trzy czteeery". Zobaczycie od razu, z ilu takich kawałków "na cztery" się składają . Lub "na trzy", lub jeszcze inaczej - od piosenki zależy, ale to zwykle dość oczywiste na pierwszy rzut ucha.

I teraz planujemy. Najpierw kolejność i ilość zwrotek i refrenów. A potem to, co między nimi. Odstęp między zwrotkami. Wstęp, zakończenie. Miejsce na solówkę, Wszystko rozpisujemy na takiej zasadzie - ile taktów na "rraz dwa trzy czteeery" będą trwały poszczególne fragmenty.

3. Szkielet

Według dobrze sporządzonego planu, powinniśmy potrafić zagrać piosenkę w zupełnie jednoznaczny i powtarzalny sposób. Jeśli wszystko ok, to nagrywamy podstawę nagrania. Powinien to zrobić grajek, który będzie ukulele "rytmicznym". Ale to dopiero szkielet, który możemy potem wymienić, więc nie przejmujcie się przesadnie jego brzmieniem.

Włączamy metronom. Serio, szkielet ma być równo, jak po sznurku - bez metronomu mało kto tak potrafi. Nie musimy oczywiście kupować takiego urządzenia - każdy program do nagrywania powinien mieć taką funkcję.

Nagrywamy podstawowe akordy. W sztywny, nawet nieco nudny sposób, bez udziwnień i urozmaiceń. Równo ma być, to najważniejsze.

4. Pilot

Jeśli nagrywając szkielet mamy już koncepcję na pozostałe partie, to dobrze jest nagrać od razu pilota. Będzie to ścieżka, która wskazuje nam lub drugiej osobie, kiedy wejść i jak dokładnie prowadzić wokal (czy drugie uke, czy cokolwiek innego). Można na przykład nagrać linię melodyczną gwiżdżąc. Chodzi tylko o to, żeby druga osoba dostając takie nagranie miała już jasne wskazówki, kiedy wchodzi i jak, bez żmudnego analizowania nagrania na podstawie spisanego planu. Oczywiście, nagrywamy to na osobnych śladach, by pilota z docelowego nagrania usunąć.

Nie jest to konieczny etap, jeśli piosenka jest prosta i druga osoba raczej będzie wiedziała, co robić, lub jeśli potrafimy precyzyjnie posłużyć się w tym celu zapisem nutowym. Ale bardzo pomaga.

5. Ślady

Gratulacje, faza przygotowawcza za nami. Puszczamy więc ramowe nagrania w słuchawki i nagrywamy docelowe ścieżki.

Bardzo rzadko uda się za pierwszym podejściem uzyskać satysfakcjonujące nagranie. Bardziej prawdopodobnym rezultatem jest kilka-kilkanaście śladów, spośród których trudno będzie się nam zdecydować na ten właściwy. Wtedy zachowujemy wszystkie, a osoba wyznaczona jako producent będzie się martwić wyborem najlepszego, lub nawet składać docelowy z najlepszych fragmentów.

Istotne na tym etapie jest przede wszystkim zgranie. Najtrudniejsze jest to, niestety, w najprostszym przypadku, gdy chcemy nagrać identyczne partie akordów na dwa ukulele. Wtedy muszą być równo jak od linijki, albo drobne różnice od razu wylezą i będą razić po połączeniu ścieżek.

Na tym etapie możemy też wymienić szkielet na akordy zagrane z większym polotem i urozmaiceniami. Ale wciąż trzymamy się ram wyznaczonych przez szkielet, inaczej wokal i inne partie zagrane do szkieletu rozjadą się z nową ścieżką rytmiczną. Jak to zrobić? Bardzo prosto - nowe akordy muszą brzmieć dobrze puszczone równo ze szkieletem. Jeśli brzmią, to będą też brzmiały z całą resztą.

Uwaga techniczna - ślady sporo ważą. Najłatwiej wymieniać je między sobą za pomocą takich narzędzi, jak Google Drive, czy też zakładając wspólne konto na jakimś serwisie plikowym, np. na chomikuj.pl . I druga, bardzo ważna rzecz - absolutnie nie pracujemy na empetrójkach. Skompresować można raz, ostateczny miks całości, a i to najlepiej dopiero w momencie wgrywania rezultatu na youtube. Do tego czasu korzystamy z tylko z czystych plików .wav, ewentualnie z kompresji bezstratnej (np. flac). Inaczej wielokrotna kompresja zupełnie skaszani nam jakość nagrania.

6. Produkcja

Jeden grajek po przekazaniu śladów drugiemu ma już wolne. Drugi natomiast zajmuje się wyprodukowaniem rezultatu. Ilość czasu, jaką można na to poświęcić, jest w zasadzie nieograniczona. Jeśli mamy kilka ścieżek do wyboru na każdą partię, to można w nieskończoność wycinać z nich kawałki, składać razem, sprawdzać, jak brzmią z innymi, czyścić śmieci, dodawać filtry i efekty... Możliwości opisałem pokrótce w poprzednim artykule z serii o nagrywaniu.

Ale jeśli nie chcemy się w to bawić, to absolutnym minimum roboty jest wybór docelowych ścieżek, ustawienie im wzajemnie poziomów głośności i eksport docelowego nagrania do ostatecznego miksu mono lub stereo.

7. Wideo

Fakultatywnie, bo istotą jest dźwięk. Ale filmik fajna rzecz, więc czemu nie. Jak zauważyliście, jak dotąd słowem nie wspomniałem o nagrywaniu obrazu. Sęk w tym, że na wcześniejszym etapie to generalnie nie ma sensu - nagrywając jednocześnie dźwięk i obraz, nie koncentrujemy się wystarczająco na niczym, i tylko w bardzo prostych aranżacjach daje się zrobić to na raz.

We wszystkich pozostałych przypadkach będziemy poniekąd "oszukiwać", czyli po wyprodukowaniu całego dźwięku dogrywamy do niego obraz. A więc puszczamy sobie nagranie w głośnikach i "gramy" razem z nim, zupełnie nie przejmując się dźwiękiem, za to pilnując, żeby ruszać się zgodnie z muzyką.

To generalnie proste, z wyjątkiem jednej, upierdliwej sytuacji - kiedy tak, jak ja, lubicie improwizować solówki, mając potem kłopot z ich powtórzeniem. Wtedy mamy problem. Ale na filmiku wbrew pozorom często niewiele widać, więc da się i to zrobić.

A jeśli uprzemy się, by nagrywać od razu? Wtedy do każdego nagranego śladu uruchamiamy też nagrywanie wideo. Wówczas kluczowy jest opis - ślady trzeba numerować i pliki wideo tak samo, inaczej osoba robiąca produkcję znienawidzi was przy próbach odgadnięcia, które wideo dobrać do której ścieżki audio. Ale, powtórzę - nie polecam. Odbijamy się choćby od podstawowego problemu - jak nagrać jednocześnie obraz, ukulele i wokal, mając najczęściej do dyspozycji jeden mikrofon.

Nagrywamy!

A teraz zajrzyjcie na grupę i zaproponujcie komuś wspólne nagranie na kolejny konkurs. Ukulele ma integrować, więc integrujmy się! Jeśli macie kłopoty z technicznymi aspektami nagrania i produkcji, piszcie, chętnie postaram się pomóc.