Okładka

Materiały do nauki gry są dziś dostępne na wyciągnięcie ręki. Kursy, podręczniki, płyty CD i DVD, filmy instruktażowe w sieci, aplikacje komputerowe i mobilne. Płatne i darmowe, dla początkujących i dla starych wyjadaczy, do wyboru, do koloru. Z jednym haczykiem: praktycznie nic nie jest dostępne w naszym języku. Pierwszy polski podręcznik ukulele, autorstwa Krzysztofa Błasia, witamy więc z niecierpliwością, ale i niepokojem. Jest spora szansa, że będzie on pierwszym źródłem wiedzy dla wielu początkujących, którzy zakupią go w sklepie muzycznym wraz ze swoim pierwszym instrumentem. Czy będzie dla nich dobrym wprowadzeniem w świat ukulele?

Co z wierzchu

Książka jest klejona, w miękkiej okładce i niedużym formacie. Jest czytelnie złożona, choć w minimalistycznie prosty sposób. Szkoda, że nie znajdziemy w tekście elementów, które mogłyby poprawić odbiór materiału - ramek, wyróżnień, podkreśleń, podsumowań... Jest dość jednolity tekst, trochę zdjęć, i oczywiście nuty i diagramy. Ciekawe, że pomimo nienajlepszego papieru i druku, zdjęcia są kolorowe. W każdym razie, od strony formy i prezentacji podręcznik sprawia wrażenie przyjazne i porządne, choć sugerujące niskobudżetowość wydania.

Co w środku

Spis treści wskazuje, że autor miał ambicję napisać dzieło możliwie kompletne i przekrojowe. Jest kilka słów o historii, budowie ukulele, o tym, na co zwrócić uwagę kupując pierwszy instrument. Mamy wyłożone nieco teorii, podziały rytmiczne i zapis nutowy. Mamy rozbudowaną listę akordów. Wreszcie, z materiału dotyczącego samej nauki gry, omówiono zarówno akompaniament, jak i grę melodyczną. Teoretycznie więc jest tu wszystko, co powinno być potrzebne początkującym przez wiele miesięcy nauki. Książka ma jednak tylko nieco ponad sto stron, więc większość informacji jest siłą rzeczy powierzchowna, nie wykracza poza zakres możliwy do odnalezienia w sieci w kilka minut. Ale to jeszcze nie wada, w końcu to podręcznik dla początkujących.

Na pochwałę zasługują wiadomości dotyczące techniki gry. Początkujący nie ma problemu, by znaleźć samodzielnie akordy, wzór bicia czy cały tutorial do ulubionej piosenki, ale informacje o poprawnym trzymaniu ukulele, wydobywaniu dźwięków, sposobie układania prawej ręki, różnych technikach uderzania w struny już nie są tak łatwo dostępne. Tu mamy je przekazane wyczerpująco i zilustrowane zdjęciami.

Technika gry

Minusem jest brak dołączenia do książki materiału audio. W podręcznikach muzycznych było to standardem nawet w czasach, gdy płyta CD była luksusem, a do książek dołączano kasety magnetofonowe. Obecnie zaś, gdy można takie nagrania po prostu umieścić w sieci, nie ma wymówki, by tego nie zrobić. Bez nich, nawet przy dobrze napisanym tekście, skąd czytelnik ma wiedzieć, że opisane techniki zrozumiał i wykonuje prawidłowo?

Tymczasem zagłębiam się dalej w treść, w której autor przygotowuje nas do rozpoczęcia nauki prostego akompaniamentu poprzez wyczerpujący wykład z wartości rytmicznych nut. I zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości. Owszem, wiedza podana jest zrozumiale, i zapoznając się z tym rozdziałem powinniśmy załapać, jak zapisać proste rytmy poprawną notacją. Dzięki temu, w kolejnej części podstawowe bicia nie muszą być wykładane tylko w łopatologicznym zapisie "góra - dół". To dobrze, bo uczy od początku posługiwania się właściwymi muzycznymi narzędziami, ale nie w tym widzę problem.

Jak nie uczyć ukulele

Problem w tym, że jesteśmy już prawie w połowie książki. Dowiedzieliśmy się, ile milimetrów ma menzura rozmiaru koncert, czym się różni świerkowy top od mahoniowego i jak zapisać na pięciolinii kwintolę ćwierćnutową. Odcyfrowujemy dzięki temu kolejne bicia i próbujemy grać.

Ale co grać? I przede wszystkim, po co? Nie widzimy celu, dla którego poznajemy kolejne elementy rytmu, bo autor nie odniósł się jeszcze do żadnego prawdziwego utworu. Nie mamy też szansy utrwalić sobie nabytych umiejętności, bo nie mamy zaproponowanego żadnego ćwiczenia.

Czy można opanować obszerny i niełatwy materiał z pracy prawej ręki, tylko na podstawie zapisu, bez odniesienia się do jakiegokolwiek przykładu z życia? Lub chociaż sugestii, do zagrania jakich utworów przydadzą się nam one w przyszłości? Które bicie wybrać do ballady, a które do reggae? Od czego zacząć, jeśli naszym marzeniem jest zagrać dziewczynie "Love me tender"? Nie dowiemy się tego. Mamy garść elementów, z których mamy docelowo zacząć składać muzykę, ale jak to zrobić? Musimy sobie radzić sami.

Technika gry

Następnie zapoznamy się za to z kompletną listą akordów durowych i mollowych (ale za to, na przykład, bez G7), z poleceniem: wkuć na blachę, po czym "wybrać sobie dwa i ćwiczyć przechodzenie między nimi". Które dwa najpierw? Jakie przejścia są najczęściej spotykane w tonacjach, w których zwykle grają początkujący? Co możemy już zagrać, znając C i F, a co, jak dołożymy do tego G i Am? Znów, nie mamy pojęcia. Jest mnóstwo materiału do opanowania, starczyło by na kilka miesięcy grania. Ale nie ma w tym żadnej przemyślanej kolejności, nie ma wyznaczonego celu, ani drogi do niego w postaci sensownie zaplanowanych ćwiczeń, wprowadzających po kolei nowe elementy. Jest tylko garść informacji i sugestia "ćwiczcie, zachęcam do eksperymentów".

Na koniec, gdy przebrniemy przez to wszystko, na siedemdziesiątej szóstej stronie dotrzemy w końcu do pierwszych i jedynych utworów, na których możemy wypróbować zdobyte umiejętności akompaniowania. Są to dwie kolędy i "Sto lat". Tekst i akordy. Bez wskazówek, jak się do tego zabrać, jakie uprzednio omówione elementy można w nich zastosować. Przerobiliśmy przecież rozdział o rytmie i drugi o akordach, więc już wszystko wiemy, temat "akompaniament" możemy zamknąć...

Akordy

Kolejna część podręcznika powtarza ten sam schemat dla gry melodycznej. Tu jest nieco lepiej, gdyż mamy wreszcie jakieś konkretne ćwiczenia do wykonania, ale generalnie niestety schemat jest podobny. Wkuwamy nuty i teorię. Zakładamy, że wkute na blachę, więc jedziemy z utworem. Koniec, umiemy grać na ukulele, możemy przejść do wiolonczeli...

Czy to jest podręcznik?

W sensie "kompendium wiedzy o ukulele dla początkujących" - niech będzie, że tak. Choć jest na to zbyt krótki, przypominając raczej bryk z podręcznika. Podaje jednak mimo wszystko sporo rzetelnych informacji w nieźle napisany sposób. Przyczepiłbym się do kilku fragmentów, które moim zdaniem są błędami rzeczowymi, ale zapewne można mieć na ten temat inne zdanie, więc zostawmy ten wątek.

Natomiast opatrzenie tej książki podtytułem "szkoła gry" kwalifikuje się do reklamacji za niezgodność towaru z umową. W tej książce jest sporo rzetelnej wiedzy, ale sposób jej podania absolutnie nie umożliwia, by według niej się uczyć grać. Brakuje ćwiczeń. Brakuje przykładów. Brakuje pomysłu na stopniowe i logiczne wprowadzanie w kolejne umiejętności. Brakuje pokazania celu, dla którego się ich uczymy. Najogólniej, brakuje po prostu sensu... Początkujący ukista nie nauczy się niczego z tej książki bez pomocy kogoś doświadczonego, lub bez aktywnego poszukiwania innych źródeł wiedzy i traktowania podręcznika jako uzupełnienia. A skoro tak, to po co mu ten podręcznik?

Nie jest wytłumaczeniem, że zabrakło miejsca. Skoro znalazło się kilkanaście stron na coś tak niezbędnego, jak wydruki czystych pięciolinii i diagramów akordów (jakby w naszym kraju nikt nie miał w domu drukarki i punktu ksero za rogiem...), to równie dobrze zmieściłoby kilka znacznie istotniejszych akapitów.

Czy warto?

Piszę to z żalem i rozczarowaniem, ale trudno podsumować inaczej: raczej nie. Książka jest napisana według klucza "wrzućmy wszystko na jeden temat i jedźmy dalej". Informacje są rzetelne, ale brakuje rozpisania przekazywanej wiedzy na jakikolwiek przemyślany program nauki. Zabrakło zastanowienia, jakie są potrzeby prawdopodobnej grupy odbiorców takiego podręcznika.

Bardzo szkoda. Liczyłem, że pojawienie się takiej książki da nowy impuls do rozwoju ukulele w naszym kraju. Teraz mam raczej nadzieję, że jako pierwszy kontakt z nauką gry na ukulele nikogo ona nie zniechęci.

Dziękuję wydawnictwu ABsonic za przekazanie książki do recenzji (nie poddawajcie się...!)

Strona autora: http://www.krzysztofblas.com/

Aktualizacja: po opublikowaniu recenzji wywiązała się na grupie dość żywa dyskusja, w której niektórzy niezgadzali się z moją krytyczną opinią o książce. Zachęcam zatem do przeczytania: https://www.facebook.com/groups/polish.ukulele/permalink/10152190029306786/