Okładka

Po latach polegania na materiałach z sieci lub sprowadzanych z zagranicy, mamy nareszcie dwie polskie publikacje na temat ukulele (i nadzieję, że to dopiero początek). Pierwszą z nich, szkołę gry Krzysztofa Błasia, omawiałem w zeszłym tygodniu. Czas na parę słów o kolejnej – zbiorku utworów „Słoneczne rytmy na ukulele” autorstwa Roberta Gawrona.

Książkę z tabulaturami w zasadzie trudno oceniać. Czy zbiorek spełni wasze oczekiwania, przede wszystkim zależy od tego, czy chcecie grać wybrane przez autora utwory, jeżeli tylko same aranżacje przygotowane są rzetelnie i bez błędów. Od razu zatem napiszę – te są jak najbardziej w porządku, więc jeśli kręci was latynoska muzyka, to możecie przestać czytać i lecieć do sklepu. Ja tymczasem zwrócę tylko jeszcze uwagę na kilka drobiazgów.

Utworów jest, co prawda, tylko siedem, ale za to każdy z nich w dwóch wersjach: na ukulele solo, oraz osobno na linię melodyczną i akordy. Pozwala to grać w duecie, również osobie początkującej z bardziej doświadczoną. I to jest niewątpliwie ciekawy pomysł, który chciałbym zobaczyć w większej ilości podobnych zbiorków.

Mamy, oprócz tabów, równoległy zapis w notacji standardowej. Przy każdym utworze jest też podany poziom trudności, a nad tabulaturą akordy w postaci standardowych diagramów. Taby są logicznie podzielone na fragmenty i oznaczone. Czyli jest wszystko, czego można by oczekiwać od dobrze przygotowanych tabulatur, poza jednym - brakuje płyty z nagraniem. Nie jest to jakaś wielka przeszkoda, bo utwory są powszechnie znane, ale niektórzy jednak wolą polegać na słuchu, by upewnić się, że dobrze zrozumieli intencje autora i skorygować mogące się przytrafić błędy w zapisie.

Czy te ostatnie się pojawiają? Nie przerobiłem całości takt po takcie, więc gwarancji nie dam - jeśli ktoś z was ma jakieś zastrzeżenia, to dajcie znać. Ale te fragmenty, które sobie przegrałem, były spisane wzorowo.

Wspomnę jeszcze dla porządku, że książka zawiera też garść informacji ogólnych o grze na ukulele i tabelę akordów. Ok, czemu nie, choć w zbiorze tabów to moim zdaniem niepotrzebne. Pewnym niedopatrzeniem jest za to niewyjaśnienie w owym wstępie wszystkich symboli użytych w zapisie, co początkujących może nieco zdezorientować, oraz nie do końca szczęśliwie dobrana czcionka, przez co cyferki miejscami zachodzą na siebie w mało czytelny sposób. Ale to raczej drobiazgi, których czepiam się z recenzenckiego obowiązku.

Powtórzę więc konkluzję ze wstępu - jeśli w ogóle lubicie grać z tabulatur i podoba wam się taki repertuar, to książka jest jak najbardziej warta polecenia.

I przypomnę, że można ją zdobyć w wakacyjnym konkursie na zdjęcie z ukulele -otrzymany od wydawnictwa ABsonic recenzencki egzemplarz (dziękujemy!) przekazuję teraz jako nagrodę.

Na koniec, jeden z utworów w wykonaniu autora: