Ukulele niepodobne do jakiegokolwiek innego, zrywające z tradycją na rzecz wyłącznie zalet użytkowych? Było kilka prób zbudowania takiego instrumentu. Niewiele udanych, ale są wyjątki. Po dość krytycznym teście plastikowego ukulele Korala Explore, zapraszam przeczytania o tym, jak można zbudować z plastiku instrument (prawie) idealny.

Flea Soprano

Ukulele w każdym domu

Jim Beloff to jeden z ojców "trzeciej fali" popularności ukulele na świecie. Założyciel pierwszego forum internetowego poświęconego ukulele, wydawca pierwszych współczesnych zbiorów utworów i podręczników, niestrudzony popularyzator.

Niewątpliwie wyciągnięcie ukulele z niebytu po kilkudziesięcioletniej nieobecności w kulturze udało mu się świetnie. Ale napotkało też niespodziewaną przeszkodę: skąd wziąć tanie, powszechnie dostępne i dobre instrumenty, by zaspokoić nagle rosnące zapotrzebowanie? Beloff był szczęściarzem, zdążył za grosze kupić na wyprzedaży przedwojennego Martina (dziś podobne egzemplarze osiągają ceny niezłych samochodów...). Innym ukistom, całkiem po prostu - brakowało ukulele!

Firma "Magic Fluke" to dziecko pasji Beloffa i zdolności inżynieryjnych jego szwagra, Dale'a Webba. Fluke, ich pierwszy model, zadebiutował na targach NAMM w 1999 roku. Nieco mniejsze Flea, którego dotyczy ten tekst, dołączyło wkrótce potem. Oba instrumenty łączą wyraźne inspiracje charakterystycznym, trójkątnym ukulele z kanadyjskiego programu szkolnego (obejrzyjcie film "The Mighty Uke" lub dowolny klip na youtubie w wykonaniu Langley Ukulele Ensemble, a na pewno dostrzeżecie, o czym mówię) z nowoczesnymi materiałami i dobrze przemyślaną konstrukcją.

Lub krócej: łączyło zalety plastikowego ukulele dla początkujących ze świetnym wykonaniem i przyjazną (dla Amerykanów...) ceną. I to był niewątpliwie klucz do sukcesu.

Ukulele inne, niż wszystkie

Pchła na pierwszy rzut oka ukulele w ogóle nie przypomina. Nie jest to zwyczajowa „mała gitarka”, nie jest to też obecny od dawna w ofercie wielu producentów „ananas”. Otrzymujemy pudło o charakterystycznym kształcie wydłużonego owalu. Dodatkowo jest ono spłaszczone na dole, dzięki czemu instrumencik daje się postawić pionowo na półce.

Charakterystyczna główka z pojedynczym wycięciem umożliwiła boczne ustawienie kluczy. Zwróćcie uwagę – mimo takiego ustawienia, to nie są klucze zamknięte, tylko tradycyjne, kołkowe (pozbawione przekładni – o ile przekręcimy klucz, o tyle obraca się kołek ze struną). Jest to jedne z nielicznych zastrzeżeń, jakie mam do Flea jako instrumentu dla początkujących.

Zaraz po kształcie, najbardziej rzucają się w oczy użyte materiały. Przednia płyta to brzozowa sklejka, gryf z główką wykonany jest z klonu, i na tym drewno się kończy. Cała reszta pudła (choć "miska" to chyba lepsze określenie) jest poliwęglanowa , wzmacniana włóknem szklanym. Dziełem wtryskarki, a nie rąk lutnika są także podstrunnica wraz z progami i mostek.

Ukulele świetnie wykonane

Jakość wykonania instrumentu zasługuje na najwyższą pochwałę. Nie znalazłem ani śladu niedoróbki, rysy na lakierze czy niewyszlifowanej linii podziału formy na częściach plastikowych. Klucze też chodzą gładko i precyzyjnie. Podstrunnica jest plastikowa, więc nie ma mowy o niedoróbkach w nabiciu i wyszlifowaniu progów. Ogromną zaletą Flea jest więc gwarancja poprawnego stroju we wszystkich pozycjach – tu nic nie zależy od tego, czy chińczyk-lutnik miał akurat gorszy dzień.

Ukulele dla opornych

Ukulele jest tak pomyślane, by zapewnić maksymalną łatwość gry. Gryf jest wygodnie gruby i ponadprzeciętnie szeroki, co pozostawia mnóstwo miejsca nawet na grube paluchy. Akcja strun jest bardzo niska, a dostarczane z instrumentem struny Aquila są dobre dla początkujących. Wszystko powyższe powoduje, że gra jest przyjemna i łatwa. Sprawdziłem to wielokrotnie początkujących, których uczyłem – wiele zagrywek, z którymi mieli kłopoty, wychodziło im znacznie łatwiej na tym instrumencie, niż na innych.

Powyższa bezproblemowość nie dotyczy jedynie strojenia. Jak wspomniałem, klucze są tarciowe, bez przekładni. Ma to swoje wady i zalety, o których długo by można dyskutować, ale bezspornie utrudnia to nieco strojenie początkującym.

Ukulele dobrze brzmiące

Pchła jest, po pierwsze, głośna. Sporej objętości pudło i akustyczne właściwości plastiku powodują, że to jeden z najgłośniejszych sopranów, jakie miałem w ręku.

Brzmienie jest jasnej barwy, dobrze zrównoważone pomiędzy niskimi i wysokimi dźwiękami, o całkiem długim jak na sopran czasie wybrzmiewania, również w okolicach ostatnich progów. Barwa dźwięku jest charakterystyczna, można się dość szybko nauczyć rozpoznawać Pchłę na słuch spośród tysięcy ukulelowych nagrań na youtube. Czy przypadnie wam do gustu, to już kwestia indywidualna – przeciwnicy mogą zakwalifikować dźwięk Flea jako „plastikowy”, zwolennicy jako dźwięczny i przyjemny.

Uke gra przy tym bardzo równo, zwłaszcza na tuszujących wiele niedociągnięć strunach Aquila – w tym sensie, że trudno zauważyć zmianę brzmienia dla subtelnych różnic w sposobie gry, trzymania instrumentu itd. Co może być wadą dla zaawansowanych, ale będzie sporym ułatwieniem dla większości pozostałych grajków. Flea po prostu wybaczy wam więcej błędów i niedokładności, niż inne instrumenty.

Ukulele ładnie opakowane

Zasługuje na osobny komentarz – torba z zestawu jest wykonana z jeansu, i nieco za duża, gdyż mierzono ją na większy od Flea model Fluke. Co ma wadę – ukulele trochę w niej lata, oraz zaletę – do torby spokojnie wchodzi jeszcze śpiewnik, portfel, polar i parę drobiazgów, więc koniec końców jest po prostu praktyczna. I fajnie wygląda.

Ukulele, którego wnukom nie zostawisz

Najpoważniejszy mankament wychodzi dopiero po dłuższym użytkowaniu. Pchła jest bardzo trwałym instrumentem, jeśli chodzi o odporność na uderzenia, temperaturę itd. – kombinacja sklejki z twardym poliwęglanem jest praktycznie nie do zdarcia. Niestety, dość szybko jednocześnie podlega naturalnemu zużyciu.

Szybkie matowienie lakieru na płycie nie jest jeszcze problemem użytkowym, i pewnie wynika po trochu z mojej tendencji do targania ukulele ze sobą wszędzie, gdzie tylko się da i bardzo entuzjastycznej techniki prawej ręki. Ale wycieranie się plastikowych progów i siodełka to już istotna wada.

Gram na swoim Flea bardzo dużo. Po trzech latach użytkowania zauważyłem na często używanych progach drobne, lecz widoczne zagłębienia. Wyraźnie obniżyła się akcja strun, co wskazuje na wytarcie siodełka i mostka. Moja pchła wymaga już w tej kompletu strun o większej, niż kiedyś sile naciągu - inaczej po prostu brzęczy na progach. Jest zatem całkiem prawdopodobne, że w końcu plastikowe elementy zużyją się w stopniu, który uniemożliwi grę, a poliwęglanowej podstrunnicy nie da się przecież zabrać do lutnika na wymianę progów.

Flea Soprano

Ukulele niewarte swojej ceny?

To jest doskonałe ukulele do codziennego użytkowania. Solidność konstrukcji, głośne pudło – idealne cechy instrumentu, który będzie z nami jeździł do pubu, na ognisko, żagle czy w góry, a w domu stał cały czas w pogotowiu na biurku. Do tego perfekcyjna intonacja, ładne brzmienie i ponadprzeciętna łatwość gry powinna sprawić, że postępy przyjdą szybko i przyjemnie.

Plastikowość instrumentu może budzić kontrowersje. Jeżeli przyjemność obcowania z ładnym drewnem jest dla was istotna, to Flea nie jest właściwym wyborem. Zupełny laik łatwo może też potraktować takie plastikowe ukulele jako zabawkę, a nie poważny instrument. Trzeba więc odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile takie subiektywne odczucia są istotnym kryterium przy wyborze ukulele dla siebie.

Dla zaawansowanych grajków nie jest to optymalny wybór – mimo wszystko brzmienie nie jest tak satysfakcjonujące, jak z porządnego modelu z litym drewnianym pudłem, a „uśredniające” właściwości utrudnią wydobycie niuansów melodii. Menzura w rozmiarze sopran też w pewnym momencie stanie się zbyt krótka.

A najpoważniejszą wadą jest cena. Gdyby Flea kosztowało poniżej 400 zł, polecałbym je wszystkim jako pierwszy instrument, bez żadnych "ale". O ile wiem, nie jest jednak w tej chwili nigdzie w Polsce od ręki dostępne, a sprowadzane z zagranicy będzie kosztować bliżej 700-800 zł. I w tym przedziale cenowym ma już zbyt silną konkurencję, by polecić je bez zastrzeżeń. W dodatku, jak wspomniałem, ukulele w skończonym czasie po prostu się zużyje. Biorąc to wszystko pod uwagę, wydaje się niestety być zwyczajnie za drogie.

Dodam jeszcze dla porządku, że podstawowy model można zamówić z wieloma ulepszeniami - od ciekawych wariantów wzorniczych, aż po lity top, drewnianą podstrunicę, aktywny pickup czy świetne klucze łączące zalety kołków z przekładnią planetarną. Wszystkie te bajery jednak powodują, że cena ukulele rośnie z poziomu "trochę przesadzili" do "jaja sobie robią", więc raczej, niestety, nie warto brać ich pod uwagę.