Mahilele

Przypadkiem tak się złożyło, że opisywałem po kolei dwa zupełnie różne instrumenty wykonane z tworzywa sztucznego. Pierwszy wyjątkowo tani, lecz nie dość dobry, by polecić z czystym sumieniem. Drugi pozbawiony wad poprzednika, ale wyceniony sporo powyżej rzeczywistej wartości. Niedługo potem odezwał się do mnie Maiski z przyjazne-ukulele.pl, proponując przetestowanie plastikowej nowości od Mahimahi. Może tym razem wreszcie udało się połączyć zalety praktycznego materiału z rozsądną ceną?

Pchła 2.0

Znane od dawna i popularne Flea jest tak oczywistą inspiracją dla twórców Mahilele, że ten tekst będzie bardziej porównaniem tych dwóch modeli, niż samodzielnym opisem. Po starszym bracie Mahilele odziedziczyło niemal komplet założeń konstrukcyjnych. Przede wszystkim pudło, czy raczej miskę z twardego ABSu, z zaokrąglonym tyłem. W środku solidnie ożebrowane, więc bardzo sztywne. Materiał bardzo podobny, być może po prostu identyczny. Na wierzchu płyta ze sklejki, która wyrównuje nieco plastikowość brzmienia. Kształt pudła Mahilele jest tylko bardziej klasyczny, z tradycyjnym taliowaniem, i bez dolnego spłaszczenia.

Podstrunnica (również plastikowa oczywiście) również różni się tylko szczegółami - Flea ma oznaczenia progów wyniesione nieco nad nią i pomalowane, podczas gdy w Mahilele jest to plastikowy element z innego materiału (który sprawia pewne problemy - o tym niżej). Jest dłuższa o jeden próg, i ma identyczną, a więc nieco ponadstandardową szerokość i rozstaw strun. Ułatwia to początkującym grę na obu instrumentach.

Warto zwrócić uwagę na mostek. Ktoś nareszcie pomyślał: skoro mostek i tak jest odlewany z jednego kawałka plastiku, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by zastosować kompensację - zmienny punkt podparcia dostosowany do grubości struny. To jest cecha, która normalnie występuje jedynie w sporo droższych modelach, a tutaj dodano ją niejako "przy okazji". Co z niej wynika? Teoretycznie - lepsza intonacja. W praktyce przyznam, że nie słyszę różnicy - pewnie można by ją wykazać dopiero korzystając z lutniczego tunera stroboskopowego. Ale niech będzie, że poprawia nam samopoczucie samą świadomością jej istnienia.

Mahilele mostek

Dwie drobne wady do odnotowania: taki mostek nie będzie pracował dobrze w stroju z niskim G. No, ale to nie jest raczej instrument, do którego chcielibyśmy taką strunę zakładać. Oprócz tego, z racji jednolitej konstrukcji, nie da się pod nim zamontować pickupa.

Największym odejściem od założeń Flea jest normalna główka i gitarowe klucze z przekładnią. Dla większości jest to zaleta, choć ja akurat do tarciowych "kołków" się przyzwyczaiłem.

Brzmienie plastiku

Dźwiękowo oba modele są tak bardzo podobne, że nie podejmuję się oceniać różnicy. Niby moja pchła jest w tej chwili nieco cichsza, trochę cieplejsza i ma mniej ostre wysokie tony, ale to są niuanse, które równie dobrze mogą wynikać z różnych strun. Struny, nawiasem mówiąc, to oryginalne Aquila, które są bezpiecznym wyborem, choć nieco agresywnie brzmiącym na tak głośnym instrumencie. Warto byłoby sprawdzić różnicę po założeniu zwykłego nylonu.

W każdym razie: Mahilele brzmi bardzo jasno, bardzo głośno i z dobrym podtrzymaniem, równo wzdłuż całego gryfu. Nadaje się zarówno do akordów, jak i do fingerpickingu (na tyle, na ile to możliwe na rozmiarze sopran). Barwa jest charakterystyczna, ale nie jednoznacznie "plastikowa". W przeciwieństwie do ukulele zbudowanych w całości z tworzywa, nie ma żadnych problemów z głuchymi, nieprzyjemnymi rezonansami niższych częstotliwości. Piątka z plusem.

Oszczędności

I tu dochodzimy do momentu, kiedy trzeba się zastanowić: jeśli tak dobre ukulele kosztuje poniżej 200 zł, to z czego to wynika? Niestety, jak można się było spodziewać, z dokładności wykonania. Celem producenta powinno w takim przypadku być upewnienie się, że ewentualne kompromisy wpłyną najwyżej na estetykę, a nie na wartość użytkową ukulele. W zasadzie to się udało, choć kilka wątpliwości pozostaje.

Intonacja jest doskonała, akcja strun również, gdyż z racji plastikowej podstrunnicy i mostka nic tu nie zależało od lutnika. Ale rzuca się w oczy nielakierowana powierzchnia płyty i drewnianych elementów, przez co na przykład miejsce łączenia klejonych części gryfu jest wyczuwalne pod palcami, a sama płyta błyskawicznie się rysuje. Widać też sporo drobnych niedokładności - a to w niedokręceniu śrubek przytwierdzających klucze, a to w niedokładnym szlifie czy nieusunięciu resztek kleju po mocowaniu płyty wierzchniej. Drewno do konstrukcji gryfu też było wybierane bez szczególnej selekcji, sądząc po rzadko spotykanej w instrumentach muzycznych ilości sęków.

Mahilele glowka

Wreszcie coś, na co zwrócił uwagę jeden z grupowiczów podczas dyskusji nad tym instrumentem. Oznaczenia progów wykonane są z plastikowego elementu wciskanego w odpowiednie zagłębienie podstrunnicy. Wyglądają tak sobie, za to przynajmniej je widać, podczas gdy kropki namalowane na Flea po prostu się wycierają. Ale nie w tym rzecz - u mnie siedzą równo, ale była opinia, że zdarza im się wystawać na tyle, by poważnie utrudniało to grę. Szczerze mówiąc trudno mi to sobie wyobrazić, ale nie mam powodu, by nie wierzyć zgłaszającemu to zastrzeżenie użytkownikowi.

Mahilele Pro

Za kilkadziesiąt złotych więcej dostajemy inną wersję instrumentu, z płytą z drewna o nazwie Okume (pierwsze słyszę, prawdę mówiąc). Nie ma to żadnego znaczenia, bo i tak jest to sklejka, więc brzmi w zasadzie tak samo. Ale za to jest to sklejka bardzo ładna, z fakturą nieco nawet przypominającą koa.

Mahilele okune

Przede wszystkim jednak otrzymujemy tradycyjną podstrunnicę z palisandru i metalowe progi, co ma znaczenie dla trwałości, oraz drewniany mostek, do którego już można zamontować pickup (choć nie wiem, jak się zachowa plastik przy wierceniu niezbędnych przy tej operacji otworów w pudle). Mamy też nieco większe i ładniejsze klucze, choć również pracujące tak samo, czyli bez zarzutu.

Egzemplarz, który dostałem, wydawał się przy tym minimalnie lepiej wykonany, niż wersja podstawowa. Ale za to wykazał się innym mankamentem. Nie do końca wysezonowane drewno podstrunnicy sprawiło, że po lekkim obeschnięciu progi zaczęły minimalnie wystawać poza obrys ostrą krawędzią, wymagając precyzyjnej interwencji pilnikiem. Nie jest to dyskwalifikująca wada, i dość często występuje w tanich instrumentach, ale wskazuje jednak, że to ciągle niskobudżetowa konstrukcja.

Udało się?

Miałem nadzieję na ukulele idealne dla początkujących - o stabilnej jakości, solidnej konstrukcji, dobrym brzmieniu i w atrakcyjnej dla nowych ukistów cenie. Inaczej mówiąc - na trzykrotnie tańsze Flea.

W zasadzie się nie zawiodłem. Oba egzemplarze, które miałem przyjemność testować, to świetne instrumenty, których drobne niedociągnięcia przykrywa cena poniżej dwustu złotych. Nie łudźmy się jednak - w tej cenie kontrola jakości po prostu nie może być w stu procentach szczelna, więc na pewno zdarzą się też egzemplarze o poważniejszych wadach, niż drobne mankamenty estetyczne. Co zresztą można powiedzieć o dosłownie wszystkich instrumentach w cenie do kilkuset złotych.

Mimo pewnych zastrzeżeń, czuję się więc przekonany - oba Mahilele do Maiskiego już nie wrócą. Pierwsze odkupuję dla siebie jako instrument imprezowy, zapasowy i do pożyczania innym, drugie ufundujemy wspólnie jako nagrodę w najbliższym grupowym konkursie.

Na koniec, jako ostatnią zaletę odnotuję gigbag, który dostajemy w zestawie. Porządny, gruby i z szelkami do noszenia na plecach, nie taki ceratowy worek, jaki przy tanich ukulele się zdarza.

Mahilele mostek

Zalety:

  • brzmienie
  • intonacja
  • solidność konstrukcji
  • świetny stosunek jakość / cena

Wady:

  • niedociągnięcia w wykonaniu
  • ograniczona trwałość plastikowych progów

Maiskiemu z przyjazne-ukulele.pl dziękuję za wypożyczenie instrumentów. A przy okazji przypominam, że wszystkim członkom Polish Ukulele przysługuje rabat na zakupy w tym sklepie.