Chodzi ostatnio po Internecie, a więc i w grupie PU się czasem pojawia, pewna przezabawna teoria spiskowa. W dużym skrócie twierdzi ona, że jedynym słusznym sposobem strojenia instrumentów jest przyjęcie wzorcowego dźwięku A o częstotliwości 432 Hz, zamiast przyjętego powszechnie 440 Hz. Ma to jakoby dostarczać poprawy brzmienia, ale i rozlicznych korzyści o charakterze, powiedzmy, magiczno-duchowym.

Oczywiście, tak naprawdę ukulele teoretycznie może brzmieć lepiej w takim stroju, ale jest to bardzo mało prawdopodobne. Instrumenty co do zasady są budowane tak, by brzmieć prawidłowo strojone do 440 Hz. Nie ma też absolutnie żadnych powodów, by przypisywać jakiekolwiek szczególne właściwości konkretnie częstotliwości 432 Hz. Jedyne zatem, co "zyskacie" przy takiej zmianie, to niestrojenie z innymi muzykami.

Zestaw argumentów, jakie na poparcie tej zabawnej teorii jest zwykle przywoływany, jest trochę śmieszną, a trochę straszną mieszanką zwyczajnej nieprawdy co do faktów z całkowitym niezrozumieniem teorii muzyki i jej fizycznej podbudowy. Można by z tego zrobić obszerny artykuł, omawiający te argumenty punkt po punkcie, ale raczej mamy lepsze rzeczy do roboty.

Wszystko powyższe wiemy oczywiście ze szkolenia, jakie przeprowadzili dla nas tajni agenci NWO, więc to prawda.